Książka miesiąca: "Nie wierz we wszystko, co myślisz"
Czy zdarzyło Ci się kiedyś godzinami analizować rozmowę, która odbyła się kilka dni wcześniej? Zastanawiać się, co można było powiedzieć inaczej, dopowiadać sobie intencje drugiej osoby albo tworzyć scenariusze wydarzeń, które dopiero mogą się wydarzyć? Czy można cierpieć z powodu czegoś, co wydarzyło się wyłącznie w naszej głowie? Okazuje się, że tak. Nasze myśli potrafią wpływać na emocje, sposób postrzegania innych ludzi, a nawet na to, jak interpretujemy wydarzenia, które już się wydarzyły.
Właśnie temu zagadnieniu przygląda się książka „Nie wierz we wszystko, co myślisz” autorstwa Josepha Nguyena. To niewielka publikacja, którą można przeczytać bardzo szybko, ale jej główne przesłanie zostaje w głowie znacznie dłużej. Co sprawiło, że poświęciłem jej aż dwie lektury?
Nie każda myśl jest faktem
Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie można wynieść z tej książki, jest proste rozróżnienie: myśl nie jest tym samym co rzeczywistość. Brzmi banalnie, ale w codziennym życiu bardzo łatwo o tym zapomnieć.
Kiedy wydarzy się coś nieprzyjemnego, nasz umysł niemal automatycznie zaczyna szukać wyjaśnienia. Przypisujemy innym ludziom intencje, zastanawiamy się, dlaczego ktoś zachował się w określony sposób, przewidujemy konsekwencje i próbujemy zrekonstruować sytuację. Z czasem nasze wyobrażenia mogą zacząć funkcjonować jak fakty. Problem polega na tym, że pomiędzy rzeczywistym wydarzeniem a jego interpretacją może powstać ogromna różnica. To właśnie ta przestrzeń jest jednym z głównych tematów książki.
Przeszłość, którą ciągle odtwarzamy
Każdy z nas zna sytuację, w której po zakończonej rozmowie dopiero po kilku godzinach przypominamy sobie idealną odpowiedź. Wracamy do sytuacji i zastanawiamy się, dlaczego nie powiedzieliśmy czegoś inaczej. Wyobrażamy sobie alternatywny przebieg rozmowy albo próbujemy odgadnąć, co druga osoba naprawdę miała na myśli. Samo wspominanie nie jest oczywiście niczym złym. Kłopot pojawia się wtedy, gdy przestajemy analizować wydarzenie, a zaczynamy tworzyć jego kolejne wersje. W efekcie możemy przez długi czas reagować emocjonalnie na sytuację, która w rzeczywistości wyglądała zupełnie inaczej, niż podpowiada nam pamięć i wyobraźnia.
Książka zachęca więc do większej uważności wobec własnych interpretacji. Zamiast automatycznie przyjmować każdą myśl za prawdziwy opis rzeczywistości, warto czasami zrobić krok wstecz i spojrzeć na nią z dystansu.
Co z przyszłością?
Podobny mechanizm działa w przypadku wydarzeń, które jeszcze się nie wydarzyły. Potrafimy przewidzieć dziesiątki możliwych problemów, zanim pojawi się choćby jeden z nich. Umysł tworzy różne warianty przyszłości, a my zaczynamy reagować na nie tak, jakby były już rzeczywistością. Może to być szczególnie męczące, ponieważ przyszłość jest z definicji niepewna. Możemy przygotowywać się na określone sytuacje, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Mimo to nasz umysł bardzo często próbuje to zrobić. Czasami największym obciążeniem nie jest samo wydarzenie, lecz nieustanne myślenie o nim.
Nadmiar informacji nie pomaga
Temat książki wydaje się szczególnie aktualny w świecie, w którym praktycznie cały czas jesteśmy bombardowani informacjami. Telefon, media społecznościowe, wiadomości, reklamy, komunikatory, powiadomienia. Do tego dochodzą nasze własne przemyślenia i problemy. Trudno znaleźć moment, w którym głowa rzeczywiście niczego nie analizuje. Nieustanne przetwarzanie informacji może sprawić, że nawet w czasie odpoczynku pozostajemy mentalnie „w pracy”. Zamiast być obecni w konkretnej chwili, wracamy do tego, co już się wydarzyło, albo wybiegamy do tego, co dopiero może nastąpić. Książka skłania do zastanowienia się, ile z tego mentalnego wysiłku jest rzeczywiście potrzebne.
Książka, do której warto wrócić
Na pierwszy rzut oka tytuł może sugerować kolejny poradnik o tym, jak myśleć pozytywnie, jak zmienić swoje życie w pięciu krokach albo jak zostać bardziej produktywnym człowiekiem. Na szczęście tak nie jest. Książka „Nie wierz we wszystko, co myślisz” jest raczej próbą przyjrzenia się temu, jak działa nasz umysł i jak łatwo możemy pomylić nasze myśli z rzeczywistością. To bardzo istotne rozróżnienie. Autor koncentruje się przede wszystkim na samym mechanizmie myślenia i na tym, jak nasze przekonania oraz interpretacje wpływają na sposób przeżywania rzeczywistości. Dzięki temu książkę czyta się bardziej jak spokojną refleksję niż instrukcję obsługi własnego życia. To element, który szczególnie przypadł mi do gustu.
Jedną z największych zalet publikacji jest jej objętość. To książka, którą można przeczytać w stosunkowo krótkim czasie, bez konieczności poświęcania na nią wielu wieczorów. W moim przypadku pierwsza lektura wystarczyła, żeby zainteresować się jej przesłaniem, ale dopiero drugie czytanie pozwoliło mi spojrzeć na niektóre fragmenty z większą uwagą. To dobry przykład książki, której niekoniecznie trzeba przeczytać tylko raz. Przy kolejnej lekturze możemy zwrócić uwagę na zupełnie inne kwestie niż za pierwszym razem, szczególnie gdy w międzyczasie sami doświadczyliśmy sytuacji, o których wcześniej czytaliśmy.
Czy ta książka przekazuje nam coś nowego? Niekoniecznie. Paradoksalnie jest to jedna z jej zalet. Podobne idee można znaleźć w wielu innych nurtach od stoicyzmu, przez filozofię Wschodu, aż po współczesne podejście do mindfulness czy psychologii. Nie uważam jednak, że każda wartościowa książka musi przedstawiać całkowicie nowe idee. Czasami potrzebujemy nie nowych informacji, ale innego uporządkowania tych, które już znamy. W tym przypadku właśnie to otrzymujemy. Książka pomaga spojrzeć na własne myśli z pewnego dystansu i zauważyć mechanizmy, które wcześniej mogliśmy wykonywać całkowicie automatycznie.
Czy warto przeczytać „Nie wierz we wszystko, co myślisz”?
Jeżeli interesuje Cię psychologia, filozofia, mindfulness albo po prostu chcesz lepiej zrozumieć własny sposób myślenia, zdecydowanie warto dać tej książce szansę. Szczególnie poleciłbym ją osobom, które mają tendencję do nadmiernego analizowania wydarzeń, przewidywania negatywnych scenariuszy albo wracania w myślach do sytuacji, na które nie mają już wpływu. Jej największą wartością nie jest dostarczenie gotowych odpowiedzi. Jest nią skłonienie czytelnika do zadawania sobie lepszych pytań. Czasami problemem nie jest to, co się wydarzyło. Może problemem jest to, co później opowiedzieliśmy sobie na ten temat.
Jeśli czytałeś „Nie wierz we wszystko, co myślisz”, koniecznie podziel się swoją opinią w komentarzu pod moim filmem na YouTube.
